Matka w szponach marketingu

     I myśli sobie ta przyszła matka, racjonalnie zresztą, że skoro takie rzeczy wyprodukowali, znaczy to, że są konieczne do przeżycia dziecku. Usprawiedliwia sama siebie, gdy nagle obudzi się w niej poczucie winy za drastycznie kurczący się stan konta. Szybko jednak znajduje wyjaśnienie tego faktu i kupuje dalej. Albo przynajmniej rozmyśla o kupowaniu i racjonalnie stara się wybierać tylko te najbardziej potrzebne produkty. Weryfikacja następuje po narodzinach. Często połowa zakupionych rzeczy leży na dnie szafy. Dopiero wtedy kobieta uświadamia sobie, że większość tych rzeczy jest zupełnie niefunkcjonalna. Śliczne śpioszki z kołnierzykiem przeszkadzają dziecku, drażniąc jego bródkę, agrafki do pieluchowania służą jako zapięcia na firany, puder zbryla się w fałdach skóry, a płyn i balsam do ciała wywołują uczulenie.


     I wtedy matka siada z tymi wszystkimi niezbędnymi produktami i część z nich pakuje, żeby je rozdać, a część zwyczajnie wyrzuca do kosza na śmieci. Uświadamia sobie, czując przy tym ogromnego kaca wywołanego zakupoholizmem ciążowym, jaka była naiwna, dając się nabrać na te wszystkie reklamy cud-środków. Boi się nawet przeliczać wydane pieniądze. I dobrze. Taki kac jest potrzebny każdej matce po to, żeby przerwać ten zakupowy nałóg.
     Gorzej, jeśli kobieta nie odczuwa nadmiaru otaczających ją przedmiotów przeznaczonych dla dziecka. Wówczas pielęgnuje swe zapędy w wydawaniu pieniędzy i co rusz kupuje kolejne rzeczy dla bobasa. Teraz maluch ma już piętnaście wiosennych kurteczek, siedemdziesiąt par body, trzynaście kombinezonów na zimę. Oczywiście do tego zapas pieluch jednorazowych i chusteczek nawilżanych na najbliższe 1,5 roku. A także wszelkiego rodzaju jeździki, pchacze, huśtawki, szelki do nauki chodzenia, kojce, piłeczki, baseniki i całą resztę kolorowych, bajeranckich i okrutnie drogich zabawek.

[smartads]
     Każda matka chce dla swego dziecka jak najlepiej i często błędnie niektórym kobietom wydaje się, że im więcej dziecko ma, tym będzie szczęśliwsze. Bo przecież tak mówiono w reklamie: „wspaniały produkt xxx, który wywoła u twojego dziecka uśmiech na cały dzień, a przy tym nauczy go wielu nowych umiejętności, jak czytanie, pisanie, liczenie, śpiewanie”. Kto by nie kupił? Mądra matka nie kupi. Mądra kobieta, niezależnie od etapu macierzyństwa wie, że dziecku najbardziej potrzebna jest jej bliskość, miłość i ciepło. Wie, że lepiej mówić swoim głosem do nienarodzonego dziecka, zamiast włączać mu muzykę relaksacyjną za 9,99zł. Wie, że lepiej spędzić popołudnie z dzieckiem na podłodze robiąc śmieszne miny, niż włożyć je do kojca zapełnionego różnymi interaktywnymi plastikowymi śmieciami.
     I przecież każda kobieta wie, że nie potrzeba pieniędzy na drogie zabawki, wystarczy być. Być dla dziecka.

Natalia

Dodaj komentarz