Szalona matki i święty Brodacz

     Zbliża się wielkimi krokami okres szału świątecznych zakupów, biegania z jęzorem na wierzchu, zadłużania większości dostępnych kart kredytowych i debetowych, aby sprawić radość dzieciom, mężowi/żonie, rodzeństwu, rodzicom, przyjaciołom. Nawet teściowie mogą liczyć na ludzki odruch w postaci małego pakunku pod drzewkiem.
     Z tej okazji przypomniał mi się pewien dowcip.
Przychodzi Jasiu na pocztę wrzuca do skrzynki list, niestety bez znaczka. Pracujące na poczcie kobiety wyciągają go i otwierają, bo i tak bez znaczka nie dojdzie. Na kopercie napisano niezgrabnym pismem „Do Świętego Mikołaja”.
A w kopercie list:
„Drogi Święty Mikołaju, proszę Cię o łyżwy, narty i kombinezon. Z góry serdecznie dziękuję.
Twój Jasiu”

Ja wiem, że wiele osób
kupuje prezenty, bo trzeba,
bo wypada, bo też się dostanie.
Wychodzę z założenia,
że jak chcę kogoś obdarować,
to lepiej dowiedzieć się,
o czym ten ktoś marzy,
co mu się podoba, co lubi.

Kobietom zrobiło się Jasia ogromnie żal, że taki mały, że bez prezentu pewnie będzie. Postanowiły zrobić składkę i kupić Jasiowi jego wymarzony prezent. Kupiły łyżwy i narty, na kombinezon nie starczyło. Wysłały paczkę, dumne ze swego dobrego uczynku. Po świętach Jasiu znowu przychodzi na pocztę i znowu wrzuca list. Adresat ten sam. Kobiety szczęśliwe rozrywają list i czytają:
„Drogi Święty Mikołaju, dziękuję Ci za cudny prezent. Za łyżwy i narty, i za kombinezon też, bo wiem, że go wysłałeś, tylko te france z poczty go zabrały”.

     Jaki z tego morał, każdy sobie odpowie sam. Na siłę nie ma co każdego uszczęśliwiać. Święta to zwariowany czas, pełen wymuszonej patetyczności, majestatyczności, ale potrafi być też fajnym okresem spędzonym z rodziną czy znajomymi. Szopka z Jezuskiem i pastuszkami jest w kościele. Nie róbmy kolejnej z kilku dni wolnych i prezentów pod choinką.
     Za świętami nie przepadam, ale list do Brodacza wysłałam. A co, niech się staruszek nie męczy, niech wie, czego mi potrzeba. Jedyny dostępny adres do „Mikusia” jaki znam to: małż@… lub żona@… Mam nadzieję, że zadziałają bezbłędnie. Jak ktoś zna inne, niech da znać. Do świąt przecież jeszcze trochę czasu, zdążę przeadresować.

[smartads]
     Mój list zaczyna się zupełnie jak Jasia: „Drogi Święty Mikołaju…” Zrobiłam listę 8 (słownie: ośmiu)! zegarków z pulsometrem, GPS-em i – w zależności od wariacji modelu – innymi cudami. Tak wiem, jestem monotematyczna. Kolory też podałam. Intensywna fuksja jest na pierwszym miejscu.
     Ta monotematyczność jest u nas chyba rodzinna, bo młoda narysowała 4 rodzaje kucyków pony gadająco–śpiewających, 5 rodzajów koni wszelakich, naklejki z końmi i grę PC, jakby ktoś się nie domyślił, również o koniach! List już dwa tygodnie temu leżał na parapecie, obok niego ciasteczka (sic! pójdą mi w boczki) i szklanka mleka – tę musiałam wylać, aż tak dla idei poświęcać się nie będę.

Dodaj komentarz