Nieidealny NACZELNIK

     Kobieta czasem płacze i myśli „Co ze mnie za matka?” Jaka matka ma ochotę trzasnąć drzwiami i zostawić wyjące od godziny dziecko, które na domiar złego poprzedniej nocy nie pozwoliło jej zmrużyć oka? Jaka matka nie budzi się każdego ranka z nową porcją energii, zwarta i gotowa by podejmować nowe wyzwania. Jaka matka wkurza się na swoje nowonarodzone dziecko za to, że jest ciągle głodne i nie potrafi porządnie ssać, nie sprawiając matce bólu.
     Jaka matka? Matka-człowiek. Mimo tego, że natura ma do dyspozycji doprawdy niesamowite mechanizmy przystosowujące kobietę do rodzenia dzieci i bycia matką, to jednak nie dajmy się zwariować – nie jest w stanie przekształcić kobiety w cyborga. Macierzyństwo nie wyłącza kobiecie receptorów bólowych. Owszem, zwiększa wytrzymałość, ale wszystko ma swoje granice. Tak jak praca w kopalni potrafi zmęczyć, tak i macierzyństwo na pełen etat. Czasem mamy wrażenie, że macierzyństwo odejmuje kobiecie rozum, ale nie aż tak, żeby kręciło ją wstawanie w nocy co chwila do wrzeszczącego dziecka. Nie, to nie jest przyjemność.


     Nie chcę wchodzić w szczegóły tych wszystkich cierpień i katuszy, które są składową macierzyństwa, bo nie mam na celu przestraszenia przyszłych matek. A te kobiety, których to dotyczy, wiedzą, o czym mówię. Zresztą o tym, jakie naprawdę jest macierzyństwo książkę można napisać, niejedną już napisano.
     Jednak kobiety wchodzące pierwszy raz w ten świat owiany woalką tabu, tajemnicy i kłamstwa powinny wiedzieć, że macierzyństwo to nie tylko miłość, szczęście, duma, zadowolenie, chęci, radość, ekscytacja, plany, pamiątki, radosne fotki, „tiu tiu”, cudowność, różowość, zapach niemowlęcia. Równym krokiem obok idą obawy, lęki, zmęczenie, zdenerwowanie, kończąca się cierpliwość, ból, mordercze myśli, chęć emigracji na Księżyc z biletem w jedną stronę, niechęć, niemoc, ciężka praca, żal, smutek. Te uczucia nie są problemem. Nie są złe. Są częścią macierzyństwa, równie prawdziwą jak uduchowiony zachwyt pierwszym ząbkiem. Należy je akceptować, rozumieć i potrafić o nich rozmawiać. Tylko jak o nich rozmawiać i z kim, skoro wokół same szczęśliwe mamusie? Wprawdzie mają cienie pod oczami, ale skrzętnie przykryte makijażem. Wprawdzie kąciki ust próbują im opadać, ale wytrwale ćwiczą mięśnie uśmiechu. Gdy świeżo upieczona matka, Agnieszka Chylińska, wyznała w felietonie, że ma ochotę swoje dziecko sprzedać na allegro, matki przez duże M chciały podpalać dla niej stos. Gdy Ayelet Waldman wyznała, że jest złą matką, bo bardziej kocha swojego męża niż dzieci, wywołała skandal, który potem zapłonął raz jeszcze, gdy wydała książkę, w której rozwinęła bardziej wątek bycia złą matką. W obliczu niepodważalnych dowodów na to, że okazywanie słabości jest zbrodnią, że miewanie złych uczuć jest przejawem patologii, trudno przełamywać to tabu i mówić o trudnościach, cieniach macierzyństwa.

[smartads]
     To źle. Zamknięcie się w sobie ze swoimi negatywnymi emocjami, katowanie się poczuciem winy z ich powodu, obarczanie się winą za wszelkie niepowodzenia jest prostą drogą do całkowitej utraty przyjemności z macierzyństwa. Można sobie też zafundować bilet w jedną stronę – owszem – ale nie na Księżyc, tylko na planetę Depresja, z której trudno wrócić. Trudno w ogóle zorientować się, na jakiej planecie się wylądowało. Dlatego nie warto ryzykować tej podróży. Warto natomiast wiedzieć, że negatywne uczucia również towarzyszą macierzyństwu, warto je sobie uświadamiać, nie tłumić ich, akceptować je, pokochać siebie z całą paletą emocji. Matka to też człowiek.

Elżbieta Haque

Dodaj komentarz